Nie brakuje informacji, z tego co widzę przede wszystkim w mediach polskich sugerujących jakoby istniał związek pomiędzy zapaścią gospodarczą (w perspektywie neoliberalnego kapitalizmu), a zdolnościami do ataku ze strony Rosji.
Mylnym jest to pogląd, według którego zdolności bojowe Rosji zmniejszają się wraz z procesem odcinania jej od światowych rynków finansowych i w związku z sankcjami wycelowanymi w oligarchów i aparat państwowy Federacji Rosyjskiej.
Fakty współcześnie wykazują swoistą analogię do przeszłości. Nie wiem jak daleko jesteśmy w stanie zerknąć, ale spójrzmy na wojnę Napoleona, którą wydał w sumie większości narodów Europy, a na Francję nakładano kolejne embarga i odcinano ją od tworzących się wtedy na skalę globalną rynków sprzedaży choćby zboża. Nie, to nie doprowadziło do upadku idei (kluczowe tutaj dla mnie pojęcie obok wartości) Republiki. Podobnie było też półtorej wieku później, kiedy w gruzach Stalingradu runęły wszystkie plany gospodarcze Hitlera. Rzesza nie skapitulowała, a czy to przez głód i powszechną nędzę Rosja wycofała się z I wojny światowej, otóż nie. Stało się tak w wyniku zmiany systemu wartości, zmiany norm kulturowych związanych z rewolucją bolszewicką, sytuacja gospodarcza była zaledwie tłem tych zmian.
To co próbuję w tym krótkim poście wykazać, wiąże się z tym, że chleb jest paliwem dla człowieka, za chleb się płaci, ale maszyna wszelkiego postępu to człowiek, który w różnych kręgach kulturowych i różnych okolicznościach przyjmuje różne fundamenty swych wierzeń - stosuje zupełnie różne przesłanki postępowania.
Nietrafnym jest ocenianie Rosji, szczególnie nietrafnym i niebezpiecznym z perspektywy polskiej, przez pryzmat wiadomości o "kurczącym się rynku" w Rosji itd. Federacja Rosyjska to państwo w całości spójne cywilizacyjne, również dzięki dziesiątkom lat rządów komunistów. Stało się zunifikowane w sferze instytucjonalnej, a o jego wydolności nie świadczy wcale to czy jej spółki będą notowane na Wall Street czy też nie. Rosja jest państwem, w pewnym okresie czasu, autarkicznym i wszystko co dzieje się wokół niej jest elementem dawno rozpisanego planu przez ideologa Kremla, którym jest prof. Dugin.
Oznacza to, w ujęciu bardzo syntetycznym, że Rosja obrała kurs nie tylko na konfrontację, ale po prostu na konflikt zbrojny. Sukcesem Rosji będzie to jeśli osiągnie zamierzone przez władze cele w czasie, który może przetrwać jako autarkiczny podmiot gospodarczy na arenie światowej, a jako taki w obliczu użycia ładunków nuklearnych będzie musiała wytrwać bardzo długo.
Są to więc dwa światy - Zachód myśli w perspektywie portfela i ocenia Rosję krytycznie, bo ta nie bawi się już w neoliberalizm. Rosja natomiast postrzega już wszystko w perspektywie wojny i wszystko inne - notowania giełdowe, akcje, obligacje, cena ropy są kwestiami drugorzędnymi. Im później Zachód to zrozumie, tym dalej dojdzie rosyjska machina wojenna, która będzie siała od Mińska po Lizbonę zniszczenie, którego Europa nie pamięta od czasów II wojny światowej, czy wcześniej od najazdów mongolskich i tureckich. Państwo, które jak Federacja Rosyjska przeznacza ok. 1/3 swych dochodów na armię i zbrojenia, jest to państwo stanu wojny. Nikt w historii nie inwestował tak potężnych pieniędzy bez powzięcia wcześniej planów podbojów.